Dziś niemal każdego dnia słyszę i czytam, że „mam prawo...”. Mam prawo do wychowania bez stresu... do posiadania potomstwa... do „świętego spokoju”... do myślenia „jak mi się żywnie podoba”... Mam prawo! A właściwie nie tylko mam prawo, ale mnie to się zwyczajnie „należy”!
Takie przekonanie pojawia się także w naszym życiu wewnętrznym: „mam prawo do chwili szaleństwa”... do „chwili zapomnienia”... do „dania sobie luzu”... a może nawet do życia „według mojego widzimisię” – bez norm i zasad, bo przecież tylko ja sam wiem najlepiej, co dla mnie dobre... co mi się należy. Problem zaczyna się jednak, gdy odzywa się sumienie. Gdy do głosu dochodzi obecny w moim życiu (mino wszystko) Bóg. Czasem myślenie pod tytułem „mam prawo...” przenosimy także na nasze relacje z Bogiem. I żądamy wprost tego przebaczenia, bo ono się nam „należy”. Dlaczego? No przecież Bóg jest miłosierny i zawsze przebacza...
Takie przekonanie pojawia się także w naszym życiu wewnętrznym: „mam prawo do chwili szaleństwa”... do „chwili zapomnienia”... do „dania sobie luzu”... a może nawet do życia „według mojego widzimisię” – bez norm i zasad, bo przecież tylko ja sam wiem najlepiej, co dla mnie dobre... co mi się należy. Problem zaczyna się jednak, gdy odzywa się sumienie. Gdy do głosu dochodzi obecny w moim życiu (mino wszystko) Bóg. Czasem myślenie pod tytułem „mam prawo...” przenosimy także na nasze relacje z Bogiem. I żądamy wprost tego przebaczenia, bo ono się nam „należy”. Dlaczego? No przecież Bóg jest miłosierny i zawsze przebacza...
To takie oczywiste? Bóg przebacza nie dlatego, że zasługujemy na to, czy że nam się to należy, ale dlatego, że pragnie dać kolejną szansę grzesznikowi. I to całkowicie za darmo. Bóg pragnie dać szansę także mnie, ponieważ nie chce śmierci grzesznika, ale by się nawrócił i miała życie wieczne. Bóg wobec człowieka, który się zagubił zachowuje się jak pasterz, któremu zaginęła owca i jak kobieta, która straciła drachmę. On zawsze szuka tego, co zginęło... aż do skutku. I zawsze to poszukiwanie jest Jego inicjatywą... inicjatywą Jego miłosierdzia.
Bóg pragnie okazać nam miłosierdzie. Jest gotowy nam je ofiarować. Poszukuje każdej okazji by tak się stało. Pomóżmy Mu w tym. Najpierw módlmy się o swoje nawrócenie. Prośmy także za innymi. Każdy z nas może stać się owcą, co zaginęła, ale także pasterzem, którzy dzięki swej miłości zauważy, że inny się zagubił. Prośmy także za naszych spowiedników – o mądrość i cierpliwość dla nich, gdy będą nas jednać z Bogiem.
Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste i odnów we mnie moc ducha... miej miłosierdzie dla nas i świata całego.